Z radością i łatwością otwieram się na boskie bogactwo. Z radością i łatwością otwieram się na współpracę z Bogiem oraz ze wspaniałymi ludźmi. Współpracuję z ludźmi bardzo utalentowanymi, zdolnymi, uczciwymi i życzliwymi. Przyciągam ludzi, którym bardzo dobrze się powodzi, którzy bardzo dobrze prowadzą interesy. Pozwalam Sobie mieć pewność, że Bóg Mnie inspiruje i przedstawia Mi wspaniałe pomysły na zarabianie ogromnych pieniędzy. Poddaję się w pełni woli Boga z całkowitym zaufaniem, że wspiera Mnie i pomaga Mi w zarabianiu ogromnych pieniędzy. Ja, .................... pozwalam, by w Moim umyśle była obecna zawsze Mądrość Boga. Pozwalam Sobie z niej w pełni korzystać. Jestem jej godzien. Zasługuję na wielkie pieniądze. Otwieram się na nowe źródła zarabiania przeze Mnie wielkich pieniędzy, na nowe idee i pomysły do tego prowadzące. Jestem ich godzien, w pełni zasługuję na to i czuję się z tym całkowicie bezpiecznie oraz niewinnie. Ja, .................... jestem zdecydowany na sukces. Pozwalam Sobie na to, że po każdym sukcesie natychmiast przychodzą kolejne sukcesy najwyższej jakości. Pozwalam Sobie na całkowitą niezależność i samodzielność w zarabianiu ogromnych pieniędzy. Ja, .................... daję Sobie całkowitą
hmb lekkość zarabiania ogromnych pieniędzy. Pozwalam Sobie w tym na pełną niewinność. Pozwalam Sobie zarabiać w każdym momencie dnia, będąc tego w pełni godny, z pełną trzeźwością i przytomnością. Jestem pewien, że potrafię i umiem zarabiać ogromne pieniądze. Jestem ich godzien. Widzę, że już są do Mojej dyspozycji. Czuję się z nimi dobrze, bezpiecznie i niewinnie. To w porządku, kiedy z lekkością i przyjemnością zarabiam ogromne sumy pieniędzy. Pozwalam Sobie z nich korzystać. Ja, .................... pozwalam Sobie mieć całkowitą pewność i zaufanie, że wszystko idzie w bosko właściwym tempie, porządku i kierunku. Wspiera Mnie w tym boska, nieskończona Moc Boga. On mnie wznosi, uzdrawia, inspiruje. Rzeka pieniędzy płynie do Mnie obfitym, szerokim, ciągłym strumieniem. Z radością witam ogromne pieniądze. Pozwalam sobie korzystać z ogromnych pieniędzy. Boska Moc miłości sprawia, że z każdą chwilą staję się bogatszy. Z każdą chwilą obdarowywuję się niewinnością i zasługiwaniem na bogactwo materialne oraz duchowe. Jestem bogaty. Chcę, mogę, potrafię i zarabiam olbrzymie sumy pieniędzy w sposób łatwy, przyjemny, lekki i bezpieczny. Ja, .................... odczuwam, przejawiam i wyrażam ogromną radość i wdzięczność za posiadanie i korzystanie z ogromnych sum pieniędzy. Pozwalam, aby wszystkie Moje bosko czyste i niewinne afirmacje spełniały się i urzeczywistniały w Moim cudownym życiu. Pozwalam Sobie na cuda w Moim kochanym życiu. Dekret Optymizm i entuzjazm Ja, ................. uwalniam się od wizji niedostatku, ubóstwa, niepowodzenia. Uwalniam się od wizji pracy nie lubianej, ciężkiej,
białko wykonywanej z przymusu. Uwalniam się zde-cydowanie od podtrzymywania i zasilania tych wizji. Uwalniam się od kurczowego ich trzymania. Puszczam się tych wzorców, uwalniam je, rozstaję się z nimi. Moje roz-stanie z nimi jest zdecydowane, łatwe, korzystne i radosne. Przynosi mi ulgę, opty-mizm, radość i zadowolenie. W ich miejsce wlewam do Mojego umysłu Boski opty-mizm, radość i zadowolenie. Kochany Boże, oczyszczaj Mój umysł, ciało oraz Moją duszę ze wszelkich niepowodzeń, złogów i zanieczyszczeń emocjonalnych i mentalnych. Usuwaj Boże z Mojego ciała i umysłu wszelkie blokady i bariery, które hamowały swobodny przepływ boskiej energii zdrowia, dostatku, pomyślności. Usuwaj z Mojego umysłu myśli smut-ku, otępionej rzeczywistości i wycofania. Usuwaj wszystkie związane z tym urojenia, lęki i negatywne emocje. Uwalniaj Mnie Boże od obrazów nieprzytomnych, czarnych i ociężałych. Oczyszczaj Mnie Boże ze wszelkich zobowiązań, zwątpień, niewiary i smut-ku. Uwalniaj Mnie od myśli niepowodzeń, braków i zaciskających sytuacji bez wyj-ścia. Uwalniaj Boże Mój umysł od napięć, które tworzyłem urojonymi myślami niepo-wodzeń i negatywnych myśli. Uwalniaj Mój umysł od myśli defetyzmu, czarnowidztwa i nieudacznictwa. Boże, uwolnij Mnie od poczucia bezradnej niemożności zmiany Mojego życia. Uwolnij Mnie od przekonania, że to się może nigdy nie udać. Uwalniaj
kreatyna Mnie od myśli i poglądów, że niewiele jest rzeczy, na których się znam. Oczyszczaj Boże te myśli. Sprawiaj Boże w Moim umyśle cuda. Wnoś do Mojego umysłu twą wspania-łą energię radości, czystości, zadowolenia i lekkości. Wnoś Boże do Mojego umysłu optymizm, pozytywne, akceptujące, pogodne myśli. Boże, twórz w Moim umyśle spo-kój, harmonię i lekkość. Boże, twórz w Moim życiu zafascynowanie światem, wytwa-rzaj w Moim umyśle entuzjazm życiem i pracą. Wnoś do Mojego umysłu relaks, roz-luźnienie i odprężenie. Twórz w Moim umyśle rześkość, świeżość i trzeźwość. Wnoś Boże do Mojego umysłu Twą wspaniałą, doskonałą przytomność. Uwalniaj z Mojego umysłu wszelkie lęki dotyczące utraty starych nawyków i wzorców. Rozpuszczaj Twym światłem wszelkie opory przed Moim pozytywnym myśleniem. Rozpuszczaj wszelkie Moje obawy przed nowymi, czystymi, wspaniałymi myślami i intencjami. Wlewaj Boże do całego Mojego umysłu Twój wspaniały, boski spokój. Wzmacniaj Boże Mą dobrą wolę życia w Radości, dostatku, harmonii i Miłości. Buduj Boże w Moim życiu nową postawę: pełnego optymizmu, łagodności i zaufania. Twórz w Moim życiu i umyśle łatwość i lekkość w myśleniu o przyszłości, twórz wizje obfito-ści, radości, zadowolenia i sukcesów. Napełniaj Mnie Boże świadomością sukcesów, pomyślności i lekkości. Czyń Boże
suplementy zadowolenie w Moim życiu. Boże, napełniaj Mnie radością, optymizmem i zadowoleniem z Mojej pracy i z Mojego życia. Twórz w moim życiu pracę, którą bardzo lubię, którą uwielbiam, która daje Mi wiele Radości, zado-wolenia i satysfakcji. Boże sprawiaj, by Moje działania zawsze były zakończone suk-cesami Ja, ................. w boskiej przytomności pozwalam Sobie odczuwać łatwość, lekkość, niewinność i swobodę Mojego umysłu i ciała. Niech ta swoboda wlewa się do Mojego umysłu, napełnia go przestrzenią optymizmu, pozytywów i pomyślności. Zasługuję na swobodę, jestem godzien swobody. Ja, ................. decyduję się myśleć pozytywnie i optymistycznie pomimo wszelkich niedogodności i sprzeczności. Doce-niam korzyści pozytywnego myślenia: ulgę, lekkość, radość, zadowolenie i spełnie-nie. Pozwalam Sobie na entuzjazm. W pełni zasługuję na entuzjazm. Daję go Sobie. Ja, ................. pozwalam Sobie na pełen optymizm w myśleniu o Moim ży-ciu. Jestem godny odczuwania optymizmu. Daję Sobie pełne prawo do rozwoju w pomyślności, radości i zadowoleniu. Pozwalam Sobie na pełne
odżywki odczuwanie sponta-niczności. Spontaniczności i Radości w Moim rozwoju duchowym, w Moim życiu oraz w Moim myśleniu. Pozwalam Sobie na pełen entuzjazm i optymizm w myśleniu o Mo-jej cudownej przyszłości. Jestem godzien entuzjazmu. Pozwalam Sobie na pozytywy. Pozwalam Sobie dostrzegać pozytywy. Daję Sobie pełną radość i entuzjazm w Mojej pracy. Pozwalam Sobie myśleć z entuzjazmem o Mojej pracy. Pozwalam Sobie my-śleć z entuzjazmem w Mojej pracy. Pozwalam Sobie w tym na łatwość. Z łatwością dokonuję pozytywnych zmian w Moim umyśle. Jestem ich w pełni godzien. Z Boską naturalnością pozwalam Sobie wypełniać Mój umysł dobrem, optymizmem, pomyśl-nością. Pozwalam Sobie na entuzjazm w każdej Mojej myśli. Pozwalam Sobie na radość w każdej Mojej myśli. Pozwalam Sobie na boską satysfakcję w każdej myśli. Kocham pozytywne myślenie. Daję Sobie do niego pełne prawo, czuję się z tym bez-piecznie, niewinnie i w porządku. Ja, ................. nastawiam się entuzjastycznie do Mojego życia. Decyduję się być pełnym energii, wigoru i entuzjazmu. Odnajduję w każdej chwili Mojego życia radość, spełnienie i zadowolenie. Pozwalam sobie na radość w związkach, modlitwie i w pracy. Przepełnia mnie radość, gdy odnoszę sukcesy. Jest to dla Mnie korzystne. Ja, Tomeczek pozwalam Sobie ufać Bogu. Pozwalam Sobie ufać życiu. Pozwalam Sobie uwierzyć, że Bóg Mnie wspiera, że ma dla Mnie dobra najwyższej jakości. Po-zwalam Sobie zaufać jego prowadzeniu. Pozwalam Sobie ufać jego wskazówkom i podpowiedziom. Pozwalam Sobie odczuwać, że Boskie prowadzenie jest dla Mnie właściwe, korzystne i daje wspaniałe efekty w Moim rozwoju duchowym i w
telewizja przemysłowa Moim życiu. Jestem tego godzien. W pełni zasługuję na Boże wsparcie. Proszę Moich wspaniałych opiekunów duchowych o pomoc i wsparcie. Ja, ................. pozwalam Sobie mieć absolutną pewność, że Mądrość Boga wynosi Mnie ponad wszelkie przeszkody, ograniczenia i zwątpienia. Pozwalam Sobie mieć pewność, że boska Mądrość rozwiązuje wszystkie Moje problemy. Bóg działa we Mnie i poprzez Mnie dla najwyższego dobra Mojego oraz innych ludzi. W absolut-nym zaufaniu powierzam wszystkie Moje problemy boskiej Mądrości - niech je roz-wiązuje. Pozwalam Sobie mieć pewność, że Bóg Mnie inspiruje i przedstawia Mi wspaniałe pomysły na rozwiązanie problemu ............................................. . Pozwa-lam Sobie z tych pomysłów korzystać. Poddaję się woli Boga z pełnym zaufaniem, że wspiera Mnie i pomaga Mi. Ja, Tomeczek pozwalam, by w Moim umyśle była obecna zawsze Mądrość Boga. Pozwalam Sobie z niej w pełni korzystać. Ufam, że Boża Mądrość
systemy bezprzewodowe wspiera Mnie i przewodzi w Moim pozytywnym myśleniu. Dzieci wciąż krytykowane ucza się potępiać. Dzieci wychowywane w atmosferze wrogości uczą się walczyć. Dzieci wzrastające w strachu uczą się bać. dzieci, które spotykają się z politowaniem, uczą się użalać nad sobą. Dzieci ciągle ośmieszane uczą się nieśmiałości. Dzieci wzrastające pośród zazdrości uczą się, czym jest zawiść. Dzieci bezustannie
kamery bezprzewodowe zawstydzane uczą się poczucia winy. Dzieci otoczone tolerancją uczą się cierpliwości. Dzieci otrzymujące dość zachęty uczą się śmiałości. Dzieci, którym nie szczędzi się pochwał, uczą się uznawać wartość. Dzieci w pełni aprobowane uczą sie lubić samych siebie. Dzieci wzrastające w atmosferze wspólnoty uczą się hojności. Dzieci otaczane rzetelnością i uczciwością uczą się czym jest prawda i sprawiedliwość. Dzieci wychowywane w poczuciu bezpieczeństwa uczą się ufać sobie i innym. Dzieci dorastające w klimacie przyjaźni uczą się jak wspaniale
kamery przemysłowe jest żyć. Dzieci otoczone łagodnością uczą się spokoju ducha. Czym żyą twoje dzieci ? Czym Ty żyłeś jako dziecko... Dorothy L. Nothle Jezus – doskonała osobowość Jedną z największych radości mojego życia
nadajniki video była możliwość poznania, poprzez Księgę Urantii, fascynującej postaci Jezusa. Ten Bóg-człowiek, którego jako dziecko poznałam poprzez skostniałe dogmaty instytucji religijnych, był tak obcy i tak daleki. Wielokrotnie czytając Biblię usiłowałam zobaczyć tę, tak ludzką jak i nadludzką istotę, w życiu codziennym, idącego w kurzu dróg Galilei, to znowu siedzącego w łodzi na Jeziorze Galilejskim. Zawsze coś uciekało, coś było trudno uchwytne, czegoś brakowało. Pozostawało wrażenie, że ma się w ręku opis niekompletny, że gdzieś w końcu powinien znajdować się pełen i wyczerpujący opis tak nauczania jak i postaci Jezusa. Nie chcę tutaj nawet sugerować, że opis poniższy, seria cytatów z Księgi Urantii, jest tą właśnie poszukiwaną prawdą. To kwestia przekonań osobistych. Zanim książka ukaże się w całości, warto zapoznać się z tymi kilkoma wybranymi cytatami, przedstawionymi
projekty domów poniżej. Małgorzata Jaworska Str. 1101,1102,1103 „Niewyczerpana życzliwość Jezusa poruszała serca ludzkie, lecz nieugięta siła jego charakteru zadziwiała jego wyznawców. Był naprawdę szczery; nie było w nim nic z hipokryty. Był wolny od sztuczności; był zawsze pokrzepiająco autentyczny. Nigdy nie poniżał się do udawania, nigdy nie uciekał się do zawstydzania. Żył prawdą, dokładnie tak jak jej nauczał. On był prawdą. Zmuszony był głosić swojemu pokoleniu zbawczą prawdę, nawet kiedy taka szczerość czasami sprawiała ból. Był bezwarunkowo lojalny wobec wszelkiej prawdy. Poza tym Mistrz był tak racjonalny, tak przystępny. Był
koszulki wyjątkowo praktyczny w całej swojej działalności, podczas gdy wszystkie jego plany charakteryzowały się uświęconym zdrowym rozsądkiem. Był tak bardzo pozbawiony wszelkich dziwacznych, niekonsekwentnych i ekscentrycznych tendencji. Nigdy nie był kapryśny, grymaśny czy histeryczny. W całym jego nauczaniu i we wszystkim co zrobił, zawsze była wyrafinowana roztropność połączona z nadzwyczajnym poczuciem stosowności – co wypada a co nie. Syn Człowieczy zawsze posiadał zrównoważoną osobowość. Nawet jego wrogowie zachowywali odpowiedni szacunek wobec niego; obawiali się nawet jego obecności. Jezus był nieustraszony. Był przepełniony boskim entuzjazmem, lecz nigdy nie bywał fanatyczny. Był ożywiony emocjonalnie lecz nigdy nie był niestateczny. Był obdarzony wyobraźnią lecz zawsze praktyczny. Otwarcie stawiał czoła realnościom życia, lecz nigdy nie bywał nudny czy prozaiczny. Był odważny lecz nigdy
pozycjonowanie nierozważny; rozważny lecz nigdy nie tchórzliwy. Był wyrozumiały ale nie sentymentalny; unikalny ale nie ekscentryczny. Był pobożny lecz nie świętoszkowaty. A był tak bardzo zrównoważony gdyż był doskonale zintegrowany. Oryginalność Jezusa była niezmożona. Nie był związany tradycją czy ograniczony zniewoleniem zawężonej konwencjonalności. Mówił z niezachwianą pewnością i nauczał z absolutnym autorytetem. Lecz jego wspaniała oryginalność nie przeszkadzała mu w dostrzeganiu klejnotów prawdy w naukach jego poprzedników oraz jemu współczesnych. A najbardziej oryginalną jego nauką było położenie nacisku na miłość i miłosierdzie w miejsce strachu i ofiar. Jezus odznaczał się wyjątkowo śmiałymi poglądami. Napominał swych wyznawców aby głosili ewangelię wszystkim narodom. Był wolny od zaściankowości. Jego wyrozumiałe serce obejmowało całą ludzkość, nawet wszechświat. Jego zaproszenie zawsze brzmiało: „Ktokolwiek zechce, pozwólcie mu przyjść”. Prawdziwie powiedziano o Jezusie, że
pozycjonowanie „ufał Bogu”. Jako człowiek pomiędzy ludźmi, ufał najwznioślej Ojcu w niebie. Ufał swemu Ojcu jak małe dziecko ufa swemu ziemskiemu rodzicowi. Jego wiara była doskonała, jednak nigdy nie zarozumiała. Bez znaczenia jak okrutna mogła się wydawać natura, czy jak obojętny byłby jej stosunek wobec dobra człowieka na ziemi, Jezus nigdy nie zachwiał się w swojej wierze. Był odporny na rozczarowania i nieczuły na prześladowania. Był niewzruszony wobec oczywistego niepowodzenia. Kochał ludzi jak braci, zauważając jednocześnie jak różnią się oni w zdolnościach wrodzonych czy cechach nabytych. „Chodził, czyniąc dobrze”. Jezus był człowiekiem niezwykle radosnym, lecz nie był ślepym, bezmyślnym optymistą. Ciągle napominał: „Nie upadajcie na duchu”. Mógł zachowywać postawę tak pewną ze względu na swe niezachwiane zaufanie pokładane w Bogu i niewzruszoną ufność w człowieka. Zawsze był wrażliwy i taktowny w stosunku do wszystkich ludzi, gdyż kochał ich i wierzył w nich. Mimo to zawsze był wierny swoim przekonaniom i imponująco niezmienny w swym oddaniu dla czynienia woli jego Ojca. Mistrz zawsze był szczodry. Ciągle powtarzał, że „bardziej błogosławioną rzeczą jest dawać niż brać”. Powiedział: „Darmo
pozycjonowanie wzięliście, darmo dawajcie”. A mimo tej całej swej bezgranicznej szczodrości, nigdy nie był rozrzutny czy ekstrawagancki. Nauczał, że trzeba wierzyć aby otrzymać zbawienie. „Każdy, kto prosi, otrzyma”. Był bezpośredni lecz zawsze życzliwy. Powiedział: „Gdyby tak nie było, nie mówiłbym wam”. Mówił bez ogródek, lecz zawsze był przyjacielski. Był szczery w swej miłości do grzesznika i w swej nienawiści do grzechu. Lecz przy całej tej zadziwiającej bezpośredniości był bezbłędnie sprawiedliwy. Jezus był wciąż radosny, pomimo że czasem pił do dna puchar ludzkiego smutku. Nieustraszenie stawiał czoła realnościom życia a jednak był przepełniony entuzjazmem dla ewangelii królestwa. Jednak to on panował
pozycjonowanie nad swym entuzjazmem, nigdy entuzjazm nie panował nad nim. Poświęcił się w pełni „sprawie Ojca”. Jego boski entuzjazm doprowadzał jego nie uduchowionych braci do wniosku, że jest obłąkany, lecz przyglądający się temu wszechświat oceniał go jako model rozsądku i wzór najwyższego poświęcenia się śmiertelnika wysokim standardom życia duchowego. Jego kontrolowany entuzjazm był zaraźliwy; jego towarzysze zmuszani byli do podzielania jego boskiego optymizmu. Ten człowiek z Galilei nie był człowiekiem smutku, był duszą radości. Zawsze mawiał: „Cieszcie się i radujcie”. Jednak gdy obowiązki tego wymagały, był skłonny kroczyć odważnie „doliną cienia śmierci”. Był radosny lecz jednocześnie pokorny. Jego odwaga dorównywała tylko jego cierpliwości. Gdy wywierano nań nacisk, aby działał przedwcześnie, odpowiadał tylko: „Moja godzina jeszcze nie nadeszła”. Nigdy się nie spieszył; jego opanowanie było majestatyczne. Lecz oburzał się często na zło, nie tolerował grzechu. Był często bardzo poruszony,
pozycjonowanie przeciwstawiając się temu co szkodliwe dla dobra jego dzieci na ziemi. Jednak jego oburzenie na grzech nigdy nie prowadziło go do gniewu wobec grzesznika. Jego odwaga była imponująca lecz nigdy nie był nieroztropny. Jego hasło brzmiało: „Nie bójcie się”. Jego męstwo było podniosłe a jego odwaga częstokroć heroiczna. Lecz odwaga jego połączona była z rozsądkiem i kontrolowana logiką. Była to odwaga zrodzona z wiary, nie lekkomyślność ślepych przypuszczeń. Był naprawdę odważny, lecz nigdy zuchwały. Mistrz był wzorem w czczeniu. Modlitwa jego, nawet z czasu młodości, zaczynała się od słów: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię twoje”. Był on pełen szacunku nawet dla błędnych praktyk religijnych swych współbraci. Lecz to nie powstrzymało go od kwestionowania tradycji religijnych czy ostrego występowania przeciw błędom w ludzkim wierzeniu. Był pełen czci dla prawdziwej świętości a przecież słusznie mógł zwracać się do swych braci słowami: „Któż z was może mi dowieść grzechu?”. Jezus był wielki, ponieważ był dobry a mimo to bratał się z małymi dziećmi. Był delikatny i bezpretensjonalny w swym życiu osobistym a mimo to był doskonałym człowiekiem tego wszechświata. Jego towarzysze nazywali go
grafika stron spontanicznie Mistrzem. Jezus posiadał doskonale zjednoczoną osobowość ludzką. I dziś, tak jak w Galilei, wciąż jednoczy doświadczenie śmiertelnika i koordynuje wysiłki ludzkie. Jednoczy życie, uszlachetnia charakter i upraszcza doświadczenie. Wnika w ludzki umysł aby wywyższać go, zmieniać i przekształcać. Jest dosłowną prawdą: „Jeśli ktokolwiek ma w sobie Jezusa Chrystusa, jest nowym stworzeniem, to co dawne minęło, oto wszystko stało się nowe”. Str. 1562 „Inni apostołowie odnosili się do Jezusa z szacunkiem ze względu na pewne szczególne i wybitne cechy jego doskonałej osobowości, ale Tomasz szanował Mistrza ponieważ ów miał wspaniale zrównoważony charakter. Coraz bardziej Tomasz podziwiał i szanował tego, który był tak łaskawie miłosierny a przecież tak bezwzględnie sprawiedliwy i bezstronny; bardzo stanowczy ale nigdy nie uparty; tak opanowany ale nigdy nie obojętny; tak pomocny i tak współczujący ale nigdy nie wścibski czy dyktatorski; tak silny ale jednocześnie tak delikatny; tak stanowczy ale nigdy nie szorstki czy grubiański; tak delikatny ale nigdy nie chwiejny; tak czysty i niewinny ale jednocześnie tak męski, bojowy i pełen siły; tak prawdziwie odważny ale nigdy nie szaleńczy czy nierozważny; tak wielki miłośnik przyrody ale tak wolny od wszelkiej tendencji jej czczenia; tak pełen humoru i tak lubiący żartować ale tak wolny od lekkomyślności i
projektowanie graficzne frywolności. To właśnie ta niezrównana symetria osobowości tak bardzo oczarowała Tomasza. Prawdopodobnie, spośród całej dwunastki, Tomasz intelektualnie najpełniej rozumiał i doceniał osobowość Jezusa”. Str. 1589 „Mistrz wykazywał wielką mądrość i przejawiał doskonałą bezstronność w całym swoim postępowaniu z apostołami i wszystkimi jego uczniami. Jezus prawdziwie był mistrzem dla ludzi; wywierał wielki wpływ na swoich współbraci ponieważ w swojej osobowości łączył urok i siłę. Jego surowe, koczownicze i bezdomne życie charakteryzowało się subtelnym majestatem. Istniał intelektualny powab oraz duchowa moc przyciągająca w jego autorytatywnym sposobie nauczania, w jego klarownej logice, sile rozumowania, jego bystrej wnikliwości, czujności umysłu, w jego niezrównanym opanowaniu i subtelnej tolerancji. Był prosty, mężny, uczciwy i nieustraszony. Wraz z tymi wszystkimi fizycznymi i intelektualnymi czynnikami występującymi w postawie Mistrza, istniały w nim także te wszystkie duchowe uroki jego jestestwa, które były związane z jego osobowością – cierpliwość, łagodność, delikatność i pokora. Jezus z Nazaretu miał naprawdę silną i dynamiczną osobowość; był intelektualną potęgą i duchową fortecą. Jego osobowość przemawiała
optymalizacja nie tylko do duchowo nastawionych kobiet, znajdujących się wśród jego wyznawców, ale także do wykształconego intelektualisty Nikodema i do odważnego rzymskiego żołnierza, kapitana postawionego na straży przy krzyżu, który gdy skończył przyglądać się śmierci Mistrza, powiedział: „Prawdziwe, to był syn Boży”. A krzepcy, surowi rybacy galilejscy, nazywali go Mistrzem. Wyjątkowo godne pożałowania są obrazy przedstawiające Jezusa. Te malowidła przedstawiające Chrystusa wywierają szkodliwy wpływ na młodzież; kupcy w świątyni pewnie nie uciekaliby przed Jezusem, jeśli byłby on takim człowiekiem, jakiego zazwyczaj przedstawiali wasi artyści. Był on pełen dostojnej męskości, był dobry lecz naturalny. Jezus nie pozował na łagodnego, słodkiego, delikatnego i poczciwego mistyka. Jego nauczanie było przejmująco dynamiczne. On nie tylko miał na myśli dobro, ale faktycznie chodził czyniąc dobro”. Str. 1609 „Mistrz był doskonałym wzorem ludzkiej
boksy reklamowe samokontroli. Kiedy mu urągano, on nie urągał; kiedy cierpiał, nie wyrzekł słowa groźby przeciwko swoim dręczycielom; kiedy był wydany przez swoich wrogów po prostu powierzył siebie prawemu osądowi Ojca w niebie”. Str. 1671 „Najbardziej zadziwiającą i najbardziej rewolucyjną cechą misji Michała na ziemi była jego postawa wobec kobiet. W czasach i w pokoleniu, gdy było przyjęte, że w miejscu publicznym mężczyzna nie pozdrawiał nawet własnej żony, Jezus, w związku z trzecią turą po Galilei ośmielił się wziąć ze sobą kobiety jako nauczycielki ewangelii. I miał bezprzykładną odwagę uczynić to w obliczu nauczania rabinicznego, które głosiło, że byłoby „lepiej aby słowa prawa były spalone, niż miały być przekazane kobietom”. Jezus, w jednym pokoleniu, podźwignął kobiety ze stanu lekceważącego zapomnienia i trwającej wieki niewolniczej harówki. I jest rzeczą haniebną dla religii, która ośmieliła się przyjąć imię Jezusa, że w swojej późniejszej postawie wobec kobiet nie miała moralnej odwagi pójścia za jego szlachetnym przykładem. Gdy Jezus obracał się między ludźmi, zauważali oni, że był zupełnie wolny od przesądów tamtych dni. Był wolny od religijnych uprzedzeń; nigdy nie był nietolerancyjny. W jego sercu nie było niczego, co przypominałoby antagonizmy społeczne. Podczas gdy przestrzegał tego co dobre w religii jego ojców, nie wahał się lekceważyć sztucznych tradycji, wyniku przesądów i niewoli. Ośmielał się nauczać, że katastrofy przyrody, wypadki czasu i inne tragiczne zdarzenia, nie są dopustem bożych wyroków czy
linki sponsorowane tajemniczymi zrządzeniami Opatrzności. Potępiał niewolnicze poświęcanie się nic nie znaczącym obrzędom i demaskował fałszywe rozumowanie kultu materialistycznego. Śmiało głosił duchową wolność człowieka i ośmielał się nauczać, że śmiertelnicy w ciele są faktycznymi i prawdziwymi synami żywego Boga. Jezus przewyższył wszelkie nauki swoich poprzedników, kiedy śmiało zamienił czyste ręce na czyste serce, jako znak prawdziwej religii. Rzeczywistość postawił na miejscu tradycji i wymiótł wszelkie aspiracje próżności i hipokryzji. A jednak ten nieustraszony człowiek Boży nie dawał upustu destrukcyjnemu krytycyzmowi czy przejawom krańcowego lekceważenia religijnych, społecznych, ekonomicznych i politycznych zwyczajów tamtego czasu. Nie był on agresywnym rewolucjonistą, był postępowym ewolucjonistą. Zajmował się niweczeniem tego co było tylko wtedy, kiedy równocześnie oferował swoim współbraciom rzecz wyższą, która powinna być. Jezus nie wymagał posłuszeństwa od swoich zwolenników, ale je miał. Tylko trzech ludzi, których powołał osobiście, odmówiło jego zaproszeniu do zostania jego uczniami. Roztaczał osobliwą moc przyciągania nad ludźmi
banery lecz nie był dyktatorski. Przewodził pewnie i nikt nigdy nie czuł się urażony wydawanymi przez niego poleceniami. Przejął absolutną władzę nad swoimi uczniami ale nikt nigdy się nie sprzeciwił. Pozwolił swoim wyznawcom aby nazywali go Mistrzem. Mistrz był podziwiany przez wszystkich, którzy go spotkali, za wyjątkiem tych, którzy żywili głęboko zakorzenione religijne uprzedzenia lub tych, którzy uważali, że dostrzegli polityczne niebezpieczeństwo w jego nauczaniu. Ludzie byli zdumieni oryginalnością i autorytatywnością jego nauczania. Podziwiali jego cierpliwość w postępowaniu z zacofanymi i natrętnymi ludźmi zadającymi pytania. Bali się go tylko ci, którzy go nie spotkali a znienawidzony był tylko przez tych, którzy uważali go za orędownika tej prawdy, której przeznaczeniem było obalenie zła i błędów, które oni zdecydowani byli zachować w swych sercach za wszelką cenę. Wywierał wielki i szczególnie fascynujący wpływ zarówno na przyjaciół jak i na wrogów. Tłumy mogły podążać za nim tygodniami tylko po to, żeby usłyszeć jego łaskawe słowa i ujrzeć jego proste życie. Oddani mu mężczyźni jak i kobiety, kochali Jezusa z niemalże nadludzkim uczuciem. Im lepiej go poznawali tym bardziej go kochali. I wszystko to jest prawdą; nawet dzisiaj i we wszystkich przyszłych epokach, im bliżej będzie człowiek poznania tego Boga-człowieka, tym bardziej będzie go kochać i za nim podążać”. Str. 1674 „To czego Jezus nauczał o zrównoważonym charakterze nie wywarło takiego wpływu na jego towarzyszy jak fakt, że
kompleksowa obsługa stron jego własne życie było tak wymownym przykładem jego nauczania. Żył pośrodku stresu i burzy lecz nigdy się nie zachwiał. Jego wrogowie wciąż szykowali mu pułapki lecz go nigdy nie usidlili. Mędrcy i uczeni usiłowali go zwieść lecz on nie pobłądził. Usiłowali go uwikłać w dyspucie lecz odpowiedzi jego były zawsze oświecające, dostojne i ostateczne. Kiedy przerywano mu dyskusję rozlicznymi pytaniami, odpowiedzi jego były zawsze znamienne i decydujące. Nigdy nie uciekał się do niegodziwych taktyk, będąc pod ciągłym naciskiem swoich wrogów, którzy nie wahali się stosować każdego rodzaju fałszywych, nierzetelnych i niecnych metod ataku na niego”. Str. 1874, 1875 „Jezus szerzył otuchę wszędzie gdzie poszedł. Był pełen łaski i prawdy. Jego towarzysze nigdy nie zaprzestali dziwić się łaskawym słowom, które płynęły z jego ust. Możecie kultywować łaskawość, ale miłosierdzie jest aromatem życzliwości, który emanuje z przesyconej miłością duszy. Dobroć zawsze wzbudza szacunek, ale kiedy pozbawiona jest łaski, często odpycha uczucie. Dobroć przyciąga powszechnie jedynie wtedy, kiedy jest łaskawa. Dobroć odnosi skutek tylko wtedy kiedy pociąga. Jezus naprawdę rozumiał ludzi; dlatego też mógł przejawiać prawdziwą życzliwość i okazywać szczere współczucie. Rzadko jednak ulegał litości. Podczas kiedy współczucie jego było bezgraniczne, jego życzliwość była praktyczna, osobista i konstruktywna. Jego obycie z cierpieniem nigdy nie rodziło obojętności i zdolny
prezentacje multimedialne był do służenia udręczonym duszom bez pomnażania ich litości nad samymi sobą. Jezus mógł tak bardzo pomagać ludziom dlatego, że kochał ich tak szczerze. Naprawdę kochał każdego mężczyznę, każdą kobietę i każde dziecko. Mógł być tak oddanym przyjacielem, gdyż posiadał nadzwyczajną wnikliwość – wiedział dokładnie co znajdowało się w sercu i umyśle człowieka. Był dociekliwym i przenikliwym obserwatorem. Był mistrzem w rozumieniu ludzkich
systemy cms potrzeb, inteligentnie dostrzegał ludzkie pragnienia. Jezus nigdy się nie spieszył. Zawsze miał czas pocieszać swoich bliźnich „jak przechodził obok”. W jego obecności jego przyjaciele nie czuli się skrępowani. Był czarującym słuchaczem. Nigdy nie zajmował się wścibskim zagłębianiem się w dusze swoich towarzyszy. Kiedy pocieszał głodne umysły i służył spragnionym duszom, adresaci jego miłosierdzia nie czuli, że spowiadali się przed nim, ale tak jak gdyby naradzali się z nim. Ludzie mieli do niego bezgraniczne zaufanie ponieważ widzieli, że pokładał w nich tak wiele wiary. Nigdy nie sprawiał wrażenia, że jest ciekawy ludzi i nigdy nie okazywał chęci kierowania, rządzenia nimi czy ich korygowania. Wzbudzał głęboką wiarę w siebie i bezprzykładną odwagę u wszystkich tych, którzy mieli okazję z nim przebywać. Kiedy uśmiechał się do człowieka, śmiertelnik taki czuł, że posiadł większe możliwości rozwiązywania swoich wielorakich problemów. Jezus kochał ludzi tak bardzo
sklepy internetowe i tak mądrze, że nigdy nie zawahał się być dla nich surowy, kiedy okoliczność wymagała takiego karcenia. Często zabierając się do pomocy człowiekowi, zwracał się o pomoc do niego samego. W ten sposób ożywiał jego zainteresowanie i odwoływał się do lepszych stron ludzkiej natury. Mistrz potrafił dostrzec zbawczą wiarę w pospolitym przesądzie u kobiety, która szukała uzdrowienia poprzez dotknięcie jego szaty. Zawsze był gotów i skłonny do przerwania kazania, czy przetrzymania tłumów, podczas gdy służył potrzebom jednostki, nawet małemu dziecku. Wielkie rzeczy zdarzały się nie tylko dlatego, że ludzie mieli wiarę w Jezusa, ale również dlatego, że Jezus miał tak wiele wiary w nich. Większość naprawdę ważnych rzeczy, jakie Jezus powiedział czy zrobił, wyglądała na zdarzenie przypadkowe, które nastąpiło „kiedy przechodził obok”. Tak mało było profesjonalizmu, starannego planowania czy przemyślenia w ziemskiej służbie Mistrza. Rozdawał zdrowie i szerzył radość naturalnie i w pełni łaski, tak jak szedł przez życie. Było dosłowną prawdą, że „chodził, czyniąc dobrze”. I dobrze by było aby zwolennicy Mistrza, we wszystkich epokach, uczyli się służyć jak „przechodzą obok” – czynić
tworzenie stron bezinteresownie dobro, tak jakby właśnie zajmowali się swoimi codziennymi sprawami”. Przekład P.M.J. Powrót do strony głównej Przykłady oczyszczania związków karmicznych Leszek Żądło Moim najważniejszym celem był rozwój duchowy, więc moja podświadomość pokazywała mi różne powody, dla których „nie można i nie warto tracić czasu” na związki, a szczególnie na seks. Wszystkie z nich są znane i ugruntowywane w rozmaitych szkołach rozwoju duchowego. Mógłbym na ich temat napisać pracę naukową, ale ograniczę się do przedstawienia najbardziej charakterystycznych. Przede wszystkim chodzi o to, że w każdej szkole duchowej uczy się, że nie warto się rozpraszać na cele zbędne, że nie warto tracić energii. Jeśli mamy przed sobą perspektywę oświecenia, to warto zrezygnować z wszystkich innych celów, a przede wszystkim ze światowego życia. Jak wiadomo, związki i seks są powszechnie uznawane za najsilniejsze obciążenia dla osoby pragnącej osiągnąć stan zjednoczenia z boskością. Ja jednak chciałem się przekonać, czy w
strony internetowe ramach osiągania stanu doskonałości można urzeczywistnić doskonały seks i doskonały związek. Przecież o takich możliwościach informują teksty tantryczne. W realizacji owego celu przeszkadzały mi głównie wzorce niszczenia związków i wyrzeczenia się seksu, które nakładały się na inne idiotyczne praktyki, za którymi czaili się strażnicy mych zobowiązań i ślubowań. Wszystko to pochodziło z poprzednich wcieleń, bo w tym życiu miałem nie najgorsze przykłady. Ale za słabe, by przekonać moją podświadomość. Zresztą zamieszanie ujawniło się dopiero wtedy, gdy rozpocząłem praktykę duchową. Wcześniej go nawet nie zauważałem, choć pojawiało się to i owo. Ja jednak twardo się trzymałem zasad. Zasady doprowadziły mnie wreszcie do rozwodu, a w konsekwencji do zajęcia się rozwojem duchowym. Podstawowy lęk u osób rozwijających się duchowo budzi pomysł współżycia seksualnego. Nie dość, że wtedy rzekomo traci się energię niezbędną do praktyki duchowej i długiego życia, to jeszcze pozostają efekty w postaci niechcianych dzieci, na których utrzymanie "trzeba potem długo i ciężko pracować, zamiast zajmować się praktyką duchową". Dlatego buddyści i chrześcijanie pragnący poświęcić się Bogu zamykali się w klasztorach lub pustelniach. W Indiach rozwiązano ten problem w ten sposób, że mężczyźni znajdowali sobie guru dopiero po odchowaniu dzieci. Tantrycy zaś wymyślili mantry odstraszające duszyczki chętne do wcielania się. Znali też mechanizm niedopuszczania do ciąży polegający na specyficznym dopasowaniu partnerów pod względem polaryzacji męskiej i żeńskiej (por. art. Sekrety polaryzacji). I to jakoś tam działało. W mojej podświadomości też, ale
reklama mimo wszystko nie byłem tego pewny. Dlatego moja podświadomość też dążyła do niszczenia związków. Gdy zabrałem się za przeprogramowanie mechanizmu niszczenia związków i gdy tylko pomyślałem o seksie, zaczynały się mną interesować psy - stawały się bardzo agresywne. Gdy wreszcie opanowałem sztukę badania poprzednich wcieleń, uświadomiłem sobie, że moja podświadomość była głęboko przekonana o tym, że za nadużycia seksualne trzeba się odrodzić jako pies i być szarpanym przez inne psy (to takie buddyjskie "strachy na Lachy"). Od tego czasu psy wobec mnie zobojętniały. Otwierając się na zaakceptowanie najlepszego dla siebie związku miałem możliwość przekonać się o niesamowitych oporach i lękach zakodowanych głęboko w podświadomości. Powierzyłem Bogu oczyszczenie moich związków i przetransformowanie ich w boską oświecającą przygodę, pełną cudownych niespodzianek. Czasami czułem się zbyt słaby, wobec presji przeszłości, bywałem aż nieprzytomny ze strachu. Po jakimś czasie zacząłem patrzeć na to wszystko znacznie przytomniej i z coraz mniejszym poczuciem zależności. Gdy przypomniałem sobie wcielenia, w których byłem kobietą, to przestały mnie dziwić i uruchamiać się u mnie kobiece reakcje wobec kobiet, które wówczas były moimi partnerami. Odreagowałem sobie również hipnozy niektórych mężczyzn, z czasów kiedy pełnili role moich partnerek. Zaiste trudno było się w tym połapać. Oczyszczenie i przeprogramowanie swego stosunku do związków i do seksu czasami natrafia na opór podświadomości przyzwyczajonej do zupełnie innych relacji między partnerami. Relacje te są tym silniej ugruntowane w podświadomości, im bardziej dawny związek był narażony na presje społeczne, czy
pozycjonowanie rytualne. Po pewnym czasie wydało mi się, że nastąpił jakiś ważny przełom w mojej praktyce. Wyraźnie zauważyłem, że moje modlitwy działają dużo skuteczniej, że jest coraz lepiej. A jednak podświadomość potrafi podrzucić od czasu do czasu niezłą świnkę! Gdy zaczynałem afirmować, że akceptuję seks lub trwały związek, zapadałem na zdrowiu! Kiedyś takie afirmacje wywołały u mnie silną gorączkę (41 st.) w ciągu 5-10 minut od chwili rozpoczęcia afirmacji. Nie było mi do śmiechu i chciałem nawet zrezygnować, ale gorączka nie ustępowała, bo sprawy zaszły za daleko. Trzeba było działać i oczyścić podświadomość z mechanizmów destrukcji i karania się za seks. Problemu nie byłoby, gdybym chciał go uprawiać z pierwszą lepszą kobietą, która jest dla mnie emocjonalnie obojętna, ale nie z tą, do której czuję miłość. To świadczyło o skali pomieszania, ale nie tłumaczyło przyczyn. Po kolei odkrywałem to, czego boi się moja podświadomość i modliłem się o uwolnienie. Okazało się, że podświadomość bała się, że seks czy związek mnie zniszczy, że znów nastąpi powrót do narkotyków (używanych dla urozmaicenia seksu w poprzednich wcieleniach). Dopiero po kilku latach przy okazji uwolnił się inny mechanizm - pożądanie śmierci w ekstazie seksualnej. Gdy ten mechanizm ujawnił się, nie przerażał mnie już, ale jednak podświadomie pociągał. Rozpracowywałem go przez 3 miesiące, podczas których podświadomość czuła tak wielki bezsens życia, że pieniędzy starczało mi zaledwie na skromne jedzenie, pomimo że normalnie pracowałem. I wreszcie udało się ją przekonać, że życie jest wspanialsze, bo można doznawać wielu ekstaz w dłuższym czasie. Aby niszczyć związki, często trzeba było kłamać i zapierać się miłości. To rodziło kolejne konsekwencje w rodzaju zobowiązań wobec mnie kobiet, które chciały mnie ratować przed rozwojem duchowym (dla siebie oczywiście). Kiedy im się nie udawało, często rozeźlone rzucały na mnie klątwy, albo zawzięcie
pozycjonowanie, projektowanie stron próbowały swych sił w kolejnych wcieleniach. Ciążyły mi kłamstwa i nieporozumienia. Ciążyło mi też obłożenie ciężkimi klątwami prawie każdego z moich związków. Jeden z nich był przez ok. 10.000 lat owocem klątwy rzuconej przez moją byłą kochankę. Gdybym wiedział w poprzednich wcieleniach, ile mnie będzie kosztowało zakłamanie i odcinanie się od miłości, to z pewnością wybrałbym jakąś sensowniejszą drogę duchową. Ale pierwotna intencja mych wyborów jeszcze długo była przede mną ukryta. Oczyszczając moje związki i intencje do ich tworzenia nie zawsze czułem się komfortowo, ale zauważałem, że pomagało mi to w otwarciu się na miłość przez zrzucenie "klapek" na oczach. W pewnym momencie podczas praktyki oczyszczania intencji wobec związków z kobietami i seksu moje pomieszanie stało się nie do wytrzymania. Zacząłem badać jego źródła. Po chwili miałem odpowiedź: hipnoza z poleceniem, że nie wolno mi tworzyć związków z kobietami, które kocham. Taka forma magicznej zemsty. A poza tym potężny lęk przed mocą magiczną przekazany mi przez hipnotyzerkę. Wszystko to poparte sugestią, że jest tak poplątane, że nikt tego nigdy nie da rady odplątać. Ale dałem radę. W jednej chwili presja i pomieszanie ustąpiły miejsca nirwanie. Było mi cudownie, tak cudownie, że gdyby mnie ktoś zaczął krajać żywcem, nie czułbym bólu. I wreszcie po kilkunastu godzinach moja podświadomość zaniepokoiła się, że nie ma już żadnych powodów, by się bać. I to był dla niej powód do znalezienia jeszcze innych lęków. Zmieniało się wiele nastawień, ale stare mechanizmy, wzmacniane przez wiele wcieleń, nie chciały łatwo popuścić. I czasem zdarzało się to, co zdarza się po długo trwającym stresie: umysł puszczał napięcia, ale ciało nie akceptowało aż tak nagłej i daleko idącej zmiany. Trzeba było zwykle kilku dni, żeby napięcia znikały i w ciele. Poddałem kiedyś wreszcie bez oporów wszystkie swoje związki Bogu. Moja podświadomość zaakceptowała to i doszła do wniosku, że właśnie w ten sposób chce i lubi już pracować. Pozwoliłem Bogu, by wypełnił mnie świadomością boskiej doskonałości w związku. Pół dnia byłem we wspaniałym stanie. Potem zacząłem odmawiać modlitwę idąc ulicą. Ludzie uśmiechali się do mnie życzliwie, odnosili sympatycznie. I w takim stanie wróciłem do domu i zasnąłem. Obudziłem się całkiem obolały. Ponowiłem modlitwę, ale efekt był już niemiły. Odezwały się jakieś bunty i wątpliwości. Wpadłem na pomysł, żeby wobec tego Bóg wypełnił mnie świadomością boskiej doskonałości mojej pierwotnej natury. I wtedy dopiero zaczął się bunt podświadomości. Odpowiedziała mi, że jest zbyt słaba, żeby sobie poradzić z dalszym czyszczeniem mojego stosunku do związków seksualnych i zaproponowała radykalne rozwiązanie: po co się męczyć, skoro można zaakceptować pomieszanie i po prostu zwariować bez konsekwencji (ha, ha) i podejmowania jakichkolwiek decyzji (też ha, ha). Odkryłem w ten sposób swoją pierwotną intencję do ucieczki w nieprzytomność i szaleństwo. Ale tak szczęśliwie się złożyło, że nieco wcześniej odreagowałem sobie przymus odnawiania wzorca szaleństwa, jako wzorca mocy, który miał gwarantować władzę. Jak się również okazało, pociąg do szaleństwa miał i bardziej duchowe podłoże - miał mi zapewnić wyzwolenie zgodnie z doktryną tantry lewej ręki. Więc szalałem, jak mi wówczas Mistrz przykazał. "Prawą" tantrę też praktykowałam w poprzednich wcieleniach, a jakże! Miałem z tego okresu różne znaki własności od mych byłych kochanek, które w ten sposób usiłowały zapewnić sobie wierność kochanka tantrycznego, by miały z kim rozwijać się dalej w kolejnych wcieleniach. A przygotowanie do tantry
pozycjonowanie nie jest sprawą łatwą. Wymaga lat praktyk wstępnych i oczyszczających. Jeśli jednak spotykamy kogoś, z kim ją praktykowaliśmy, natychmiast nasza podświadomość wie, jak uszczęśliwić siebie i partnera. Tylko nie zawsze jest to przytomne i niekoniecznie mamy ochotę znów tworzyć związek z tą osobą. Gdy odreagowałem wzorzec energetyczny pewnej osoby, jako idealnej dla mnie partnerki, w odpowiedzi na modlitwy o idealną dla mnie partnerkę pojawiać się zaczęła się pustka. To akurat okazało się ubocznym skutkiem medytacji na pustkę - nicość w partnerce tantrycznej (i vice versa). W wyniku odreagowań i modlitw pustka, która miała być lepsza i przyjemniejsza od seksu i miłości, znikła. Paranoidalnych mechanizmów i pomysłów na związki i seks pozbyłem się znacznie więcej. To był długotrwały proces oczyszczania podświadomości z bałaganu gromadzonego przez setki tysięcy lat. Gdy spotkałem jedną z atrakcyjniejszych dla mnie kobiet, związek z nią zaczął mi się dawać szczególnie we znaki w sferze duchowej. Przeszłość domagała się poważnego potraktowania jej z uwagi na liczne uzależnienia. Oczekiwałem na pomoc i współpracę z jej strony. Wierzyłem, że tylko ona może mi pomóc wszystko poukładać. Mówiąc uczciwie, nie czułbym się dobrze i w porządku, gdybym poszedł na własną rękę w kierunku wskazanym przez moje wątpliwości. Czekałem na pomoc, a ona nie przychodziła. W tym wszystkim zapomniałem, że pomoc od wewnątrz miałem zawsze, tylko nie chciałem zaakceptować treści, które zaakceptować należało. Zbyt mnie przerażała możliwość rozstania się z nią na zawsze. Pośród licznych złudzeń na jej temat odkryłem podniecające przekonanie, że mam w sobie zablokowany jakiś silny i skuteczny mechanizm transformacyjny, którego nie mogę uruchomić, dopóki nie będę z nią w trwałym związku. Moja podświadomość lubi takie odkrycia i czuje się zdopingowana. Pozornie szlachetne złudzenia były bardzo silne. Byłem więc "uparty", pomimo niepowodzeń w zdobywaniu jej. Czekałem, aż ona otworzy się na taką miłość, na jaką naprawdę zasługuje. Ja czekałem, a ona ciągle nie akceptowała, że zasługuje na miłość i doskonały związek miłości. I wreszcie przyszło olśnienie - uwolniłem się od wzorców długotrwałego oczekiwania (okazało się, że czekałem na łaskę guru). Oczywiście, odpuściłem sobie i zwróciłem jej wolność. Niech się bawi lub cierpi, z kim chce. To jej sprawa! Podobne powikłania w związku i wokół niego mogą się zdarzać, gdy obciąża on duży procent karmy duchowej. Usiłując tworzyć czy też odbudowywać związki, zacząłem w pewnej chwili podejrzewać, czy to przypadkiem nie jest jakaś próba mojej podświadomości, która chce sobie zrekompensować stare niepowodzenia? I to podejrzenie okazało się słuszne. W pewnym momencie zauważyłem, że moje usiłowania stały się zalążkami kreacji bałaganu w moim życiu, i to takiego bałaganu, którego w ogóle się nie spodziewałem. Był to dla mnie znak, że podążam w niewłaściwym kierunku, że chcę coś zrobić na siłę. I wówczas zacząłem odkrywać różne dziwne powody, dla których chciałem odnawiać pewien związek. Miłość wcale nie była najważniejszym z nich. Najważniejszą była chęć przeniesiona z poprzednich wcieleń, by udoskonalić ten związek i tę drugą osobę. A cena? Zbyt wysoka. Gdybym nie akceptował, że nie należy się narzucać, wówczas dalej brnąłbym w złudzeniu wywołując słuszny opór z jej strony. Przy okazji oczyszczania swoich związków doszedłem do wniosku, że jeśli druga strona nie ma ochoty zaakceptować oczyszczenia i transformacji, to związek należy rozwiązać. Nie da się bowiem niczego utrzymać na siłę, nawet jeśli za utrzymywaniem przemawia życzliwość i miłość dla drugiej strony. Pozwalam innym, by żyli tak, jak na to mają ochotę. Odpuszczenie drugiej stronie niczego definitywnie nie zamyka, gdyż nadal pozostaje otwartość na ewentualną poprawę. A taka musi kiedyś nastąpić. Przestrzegam cię jednak przed naiwnością, która mogłaby się stać dla ciebie pretekstem do kontynuacji oczekiwania na poprawę przez następne wcielenia. Czy relacje między ludźmi nie mogłyby po prostu być łatwe i proste? Przecież wielu ludzi tak żyje, a każda bajka po perypetiach kochanków zapewnia: "a potem żyli długo i szczęśliwie". Istnieje podejrzenie, że jednak aż tak nudno, że nie ma o czym gadać. Normalni ludzie poznają się, pobierają, rozchodzą bez żalu, a potem jeszcze są przyjaciółmi! Czy to musi być aż tak skomplikowane? Nie musi. Ale nie wszyscy są "normalni". Jeśli przez tysiące lat człowiek komplikował związki sobie i innym, to kiedyś wreszcie musi przestać. A ponadto ma jakieś aspiracje, które albo są zgodne z rzeczywistością, albo nie. Najczęściej nie zastanawia się nad tym i potem ponosi skutki swego lenistwa intelektualnego, lub zaślepień. Przecież wiele związków na początek bardzo obiecujących okazuje się wielkim nieporozumieniem! I mimo to większość z nich trwa na przekór zdrowemu rozsądkowi i dzięki tłumieniu miłości. Nie każdy przecież uważa, że związek należy skończyć, zanim życie w nim stanie się nie do wytrzymania. I nie każdy potrafi odpuścić partnerowi. Czasami proces odpuszczania i zwracania wolności trwa latami. I na nic zdaje się wiedza o tym, że od samego początku ten związek był szkodliwy dla obu stron. I nadal obie strony dążą, by sobie zaszkodzić jeszcze bardziej. A jak można szkodzić jak najczęściej? Pozostając razem. Tylko, czy warto? Czy warto rezygnować z uszczęśliwienia siebie i osoby, która pasowałaby nam bardziej i z którą moglibyśmy żyć szczęśliwie? No tak, ale to szczęście byłoby jakieś nudne, pozbawione elementów ryzyka i mocnych wrażeń. A więc wielu właśnie o to chodzi bardziej, niż o miłość, szacunek, współpracę i wspieranie się. Takie związki trwają i wielu wydają się godne naśladowania. Pewnego dnia wpadłem na pomysł, żeby uwolnić się od wszelkich szkodliwych i niekorzystnych dla mnie związków. Podświadomość wpadła w panikę i trudno jej było wytłumaczyć, że ze szkodliwego związku nie może mieć żadnego pożytku. Ona się upierała, że może, bo jest tak przebiegła i inteligentna. Wreszcie jednak po kilku dniach dotarło do niej, że jeśli związek jest szkodliwy, to na pewno nie jest pożyteczny. Upartą mam podświadomość, ale inni są w tym lepsi. Trwają w szkodliwych dla siebie związkach i starają się czerpać z nich satysfakcję: "on mnie znów pobił, jak ja cierpię, jak się poświęcam dla...". Kiedy człowiek nie miał przykładów zdrowego związku, trudno mu znaleźć punkt odniesienia, czy fundament, na którym mógłby taki związek zbudować. On może sobie wiedzieć teoretycznie, jakie są najważniejsze wartości w związku, ale jego podświadomość nie jest nimi zainteresowana. Wobec czego ma to, czym się pasjonuje, lub pasjonował w przeszłości (np. pewna kobieta była pełna podziwu dla swych dziadków: dziadek, taki silny, przychodził do domu i bił babcię - hm, prawdziwy maczo(!), a babcia - jak tylko udało jej się odetchnąć, łapała laskę i waliła dziadka - ale było fajnie, lepiej jak w kinie!). Mając w podświadomości pomieszanie wzorców na temat związku (doskonałego, atrakcyjnego, rzeczywistego) dochodzi się tylko do pomieszania w życiu. To pomieszanie znika, gdy oczyścimy podświadomość, gdy ją uwolnimy od bałaganu, a także od fascynacji i podniecenia byle czym. W to miejsce należy wstawić pozytywne, a przy tym atrakcyjne, wzorce i skoncentrować uwagę na ich ugruntowaniu. Może niezbyt cię to wszystko zachęca do pracy nad sobą, może nawet przeraża cię konieczność bycia konsekwentnym? Jeśli jednak chcesz stworzyć doskonały związek partnerski i odnosić sukcesy w związkach, nie powinieneś rezygnować z samopoznania, a przede wszystkim, nie powinieneś sobie wmawiać, że czyszczenie podświadomości jest trudne. Samoświadomość i czystość umysłu są zawsze korzystne, czy to w związkach z ludźmi, czy też w poddawaniu się Bogu i Jego miłości. Odkryj, jak fajnie jest dawać miłość, zamiast czekać, aż ją dostaniesz. Wychodząc poza urojenia ku miłości pozwól, by ci ulżyło, pozwól też sobie otworzyć się na związek z najodpowiedniejszą dla ciebie pod każdym względem osobą. Ja na początku stworzyłem związek, który okazał się inspirujący i pożyteczny dla mnie, i dla mojej partnerki. Potem było coraz lepiej. Ale przecież nie każdy musi zmieniać partnerki karmiczne, bo nie każdy miał w przeszłości haremy. Szczególnie skomplikowane związki łączą osoby, które z pochodzenia są upadłymi aniołami. Na ten temat trzeba by napisać osobny rozdział. Dla mnie w tym zakresie najważniejsze było zrozumienie, że przez tysiące wcieleń trzymałem się obsesyjnie 2 osób, które ściągnęły mnie na Ziemię. Liczyłem, że pokażą mi wreszcie drogę powrotu, aż wreszcie pojąłem, że nie mają takich intencji i nigdy ich nie miały, pomimo że były guru w różnych oświecających szkołach. Jednak najbardziej znaczące zmiany w moich relacjach z innymi nastąpiły wówczas, gdy uwolniłem się od poczucia winy za to, że nie udało mi się uratować bliskich mi osób na Atlantydzie. Potem pojąłem, że one pragnęły zupełnie czego innego niż ratunek i to mnie dopiero uzdrowiło. Przekonałem się kolejny raz, że to fajne i pożyteczne mieć świadomość poprzednich wcieleń. Gdyby nie ona, znów pewnie uległbym urokowi pozornie szlachetnych kłamstw, obietnic i manipulacji, i przeszedł do następnego wcielenia z żalem i pretensjami do Boga, i z nienawiścią do ludzi, którzy nie chcą się oświecić. Po przejściu procesu uzdrawiania wielu związków czułem w sobie coraz więcej boskiej mocy i ufności do jej uzdrawiającego, oświecającego działania. To pomaga patrzyć z ufnością w przyszłość. Niejako w nagrodę udało mi się uwolnić od tego, co się kryło za moim niepokojem i poczuciem zranienia. Dzięki uwolnieniu się od różnych uzależnień z poprzednich wcieleń teraz mam świadomość, że kocham, a jest to boskie uczucie. I na koniec afirmacje: "Powierzam już teraz Bogu uwolnienie mnie od wszelkich intencji i mechanizmów odnawiania i podtrzymywania związków karmicznych. Przebaczam sobie zmęczenie, rozdrażnienie i pomieszanie wiążące się ze związkami z kobietami / mężczyznami. Widzę już perspektywę wyjścia z uwikłań karmicznych i wychodzę z nich. Cieszę się, że moje modlitwy i medytacje osiągnęły taką moc, że dają sobie radę z bardzo trudnymi obciążeniami i uzależnieniami". Więcej:
hgw1 |
hgw2